niedziela, 14 lutego 2016

A gdyby tak zamknąć oczy...?:)

Witamy serdecznie w ten walentynkowy wieczór :)
Ale nie o walentynkach dziś:)

Dziś po prostu.... zamknęliśmy oczy :))))
By doświadczać, badać, myśleć, ale przede wszystkim, by się bawić :)


Lubicie zabawy z zamkniętymi oczami???????

My jakoś o nich zapomnieliśmy.... do teraz:D 
I na pewno będziemy do nich często wracać:))))
A bawiliśmy się tak...:)

Chłopcy siedzą naprzeciwko siebie i czekają...
Mówię im, że na środku stawiam miskę, a na stole rozkładam kilkanaście plastikowych łyżeczek.

 Pada hasło "szukajcie i wrzucajcie do miski - czas start" :)


Szukają, macają, a jak łyżeczki spadną ze stołu, to również z zamkniętymi oczkami - szukają ich po podłodze :)))))

 Ale była zabawa:)))))

Kolejna zabawa to... prowadzenie "niewidomego" :) kierujemy ruchem poprzez słowa, wskazówki, jak również przez pociąganie chustą w odpowiednią stronę:)))) wyznaczamy CEL, do którego musimy doprowadzić naszego "niewidomego" :)


Kolejna zabawa to przelewanie wody:) w pierwszej kolejności - dużą łyżką:)))))
Najlepiej tak, by nie wylało się jej za dużo :)


 W drugiej kolejności - przelewanie z kubeczka do kubeczka:)



A teraz... rozpoznawanie zabawek :) Starszemu daliśmy zabawki, których wcześniej nie omawialiśmy:) po odgadnięciu jednej, dodawaliśmy kolejne... nie dość, że odgadywał nowe, to musiał pamiętać, które już odgadł:)


Młodszy odgadywał zabawki po wcześniejszym "pokazaniu" :)

 Oboje poradzili sobie świetnie:))))


A teraz czas na.... tor przeszkód :)))) na pierwszy raz bardzo prosty i nie-wyczynowy :))))


Wchodzenie i schodzenie po krzesłach, przejście po poduchach i pod rurą:)


A chwilę później "jeżdżenie" przenośnym stojakiem po korytarzu. Korytarz ma zwężenie, w którym nie zmieści się wieszak, więc konieczne było kombinowanie :) wszystko z zamkniętymi oczami :)


A na koniec malowanki :) chłopcy odpoczywali, a dziewczyny - mazaki w ruch:)
Edytka próbowała swoich sił w rysowaniu ufoludka:)

 Przyznajcie, że ufoludek wyszedł jej pierwsza klasa:)


A mnie wrobili w rysowaniu auta straży pożarnej :)))))


Może fakt, że - na potrzeby Tymkowego zainteresowania strażą pożarną - sama uczyłam się rysować jupitera i rysowałam go tysiące razy - spowodował, że mój rysunek "jakoś tam" tego jupitera przypomina :)))) 



Zachęcamy!!!!
Bierzcie chusty, wiążcie oczka i bawcie się dobrze:DDDDDD



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz